Blog

Beztroskie wieczory na Cat Ba - Hot pot, bary i niespodzianki

Fragment podróży przez Wietnam - zapiski z drogi.

Widok na zatokę z licznymi łodziami i wapiennymi wyspami, z parkiem i ulicą na pierwszym planie, Wietnam.

Na Cat Ba dni mijały spokojnie, ale wieczory potrafiły zaskoczyć. To właśnie wtedy - między kolacją, barem i ulicą - najlepiej poznawaliśmy codzienność wyspy.

Na pokładzie łodzi spotkaliśmy ludzi ze Stanów Zjednoczonych i Irlandii, z którymi spędziliśmy resztę pobytu na wyspie. Pewnego wieczoru wybraliśmy się razem do jednej z lokalnych restauracji na Hot Pot – wietnamskie danie wspólnotowe, w którym różne składniki zanurza się w dużym garnku bulionu na środku stołu.

Wrzący, aromatyczny bulion wypełnialiśmy tofu, świeżymi warzywami i wietnamskim szpinakiem – rau muống, popularną wodną rośliną. Siedząc przy stole, rozmawiając i delektując się posiłkiem, nagle zauważyłam niespodziewanego gościa.

Szczur, z niezachwianą pewnością siebie, przechadzał się po regale za plecami mojego rozmowcy. Przykuł on moją uwagę, nie tyle ze względu na swoja obecność ile raczej na jego bezczelną śmiałość w przekraczaniu granic między jego światem a naszym. To on byl tu definitywnie u siebie a my bylysmy intruzami. Mimo tej niecodziennej sceny, nasze apetyty pozostały niezmącone, a po skończonej zupie wyruszyliśmy dalej.

Nie przeszliśmy nawet dwóch metrów, gdy w kolejnej restauracji zaoferowano nam piwo za 10 000 dongów – oferty nie do odrzucenia! Przeglądając menu, z radością zamówiłam porcję długo niejedzonych ziemniaków. W oczekiwaniu na zamówienie naszą uwagę przykuł kot, który z wielkim entuzjazmem ganiał za dużym karaluchem. Ten jednak nic sobie z kota nie robił i spokojnie przemierzał lokal. Pewnie też był tu stałym bywalcem. Co ciekawe, w zatłoczonej restauracji nikogo to nie zaskakiwało.

Noc dopiero się rozkręcała, a my ruszyliśmy w poszukiwaniu lokalnych klimatów w okolicznych knajpach. W jednej z nich natknęliśmy się na grupę Brytyjczyków siedzących przy barze i wdychających hel. Ich głosy brzmiały jak postacie z kreskówek. Śmiali się tak bardzo, że pospadali z barowych hokerów. Spotkaliśmy tam również Wietnamczyka, zapalonego fana piłki nożnej. Z werwą próbował przekonać nas, że futbol amerykański to nic w porównaniu do europejskiej piłki nożnej. Jako Europejczycy, bez wahania przyznaliśmy mu rację. Dzielił się z nami swoimi poglądami politycznymi, ale w tak zabawny sposób, że śmialiśmy się do łez.

Wesele, które obudziło całe miasto

Nie było nam jednak do śmiechu rano, kiedy z błogiego snu wyrwała nas głośna muzyka. Okazało się, że w naszym hotelu organizowane będzie wesele. Już od wczesnych godzin porannych trwały przygotowania, a „testowanie” głośności systemu dźwiękowego było w pełnym rozkwicie. Na dole panował taki hałas, że mógłby obudzić nieboszczyka!

Musieliśmy się szybko ewakuować, a kiedy wróciliśmy kilka godzin później, wesele trwało w najlepsze. Wystarczyła chwila, by zorientować się, że rozmowy raczej tu nie wchodziły w grę – chyba że na migi. Było tak potwornie głośno, że stojąc na ulicy, ledwo mogliśmy to wytrzymać. Jedną starszą panią posadzono pod samym głośnikiem, i jeśli wcześniej miała problemy ze słuchem, to teraz z pewnością była całkowicie głucha. Może kierowano się zasadą „im głośniej, tym lepiej”? Tak jak lektor w telewizji?

Wejście do restauracji w stylu vintage na wyspie Cat Ba, Wietnam.
Ulica w Wietnamie z grupą ludzi przygotowujących się do pokazu z lwami chińskimi na chodniku.

Na nasze szczęście było to jedyne wesele podczas naszego pobytu. Czas na wyspie mijał nam tak beztrosko, że i my i nasi znajomi postanowiliśmy przedłużyć pobyt na Cat Ba. Dni upływały na leniuchowaniu i próbowaniu lokalnych przysmaków, a w niemal każdej knajpce towarzyszył nam „kumpel” szczur - zupełnie jakby był stałym bywalcem.

Nasze obserwacje w lokalnych knajpkach dobiegły końca, gdy nadszedł czas, by ruszać dalej. Tym razem na południe Wietnamu - do malowniczego Hoi An.

Spokojne wody zatoki Ha Long otoczone wapiennymi klifami i pochmurnym niebem, Wietnam.
Mała łódź płynąca przez zatokę Ha Long, otoczona zielonymi wapiennymi klifami, Wietnam.
Spokojne wody zatoki Ha Long z zielonymi wapiennymi wyspami na tle błękitnego nieba, Wietnam.