Kazimierz Kwiatkowski i Hoi An – jak Polak ocalił miasto z listy UNESCO
Fragment podróży dookoła świata – zapiski z Wietnamu.
Wszystko, co mieliśmy okazję zobaczyć i opisać w Hoi An, być może nie istniałoby już w tej formie, gdyby nie działania naszego rodaka, Kazimierza Kwiatkowskiego. Wyobraźcie sobie moje zaskoczenie i dumę, gdy podczas spaceru ulicą Trần Phú niespodziewanie stanęłam przed jego pomnikiem.

To właśnie dzięki jego determinacji Hoi An uniknęło zagłady. Pasja do dokumentowania i renowacji zabytków – od świątyń po mosty i dawne domy kupieckie – pozwoliła zachować wyjątkowość miasta i przekształcić je w jeden z najbardziej urzekających zakątków Wietnamu.
Historia ta zyskuje dodatkową głębię, gdy dowiadujemy się, że „Kazik” trafił do Hoi An niemal przez przypadek. Pracując nad zabytkami w pobliskim My Son, przyjechał tu tylko na chwilę odpoczynku i kąpiel w morzu. Widok starówki sprawił jednak, że planowany urlop szybko ustąpił miejsca misji ratunkowej. To dzięki temu zbiegowi okoliczności i jego niezmordowanym staraniom Hoi An zostało uznane za miejsce o wyjątkowej wartości i w 1999 roku trafiło na listę światowego dziedzictwa UNESCO.
Przez ponad szesnaście lat pracy w Wietnamie „Kazik” odegrał kluczową rolę w ratowaniu i renowacji wielu ważnych zabytków – nie tylko w Hoi An, lecz także w My Son i kompleksie cesarskich grobowców w Huế. Dziś jest tu pamiętany jako człowiek, który z pasją i oddaniem przyczynił się do ochrony wietnamskiego dziedzictwa. Jego pomnik stoi przy głównej ulicy Trần Phú, prowadzącej od Japońskiego Mostu Krytego.






