Blog

2. Rambuttri i Khao San Road - Oblicza turystycznego Bangkoku

Fragment podróży dookoła świata – zapiski z Tajlandii.

Ulica w Bangkoku z neonowymi znakami i straganami nocą

Nasze zakwaterowanie znajdowało się w sercu miasta, w małym hotelu przy ulicy Rambuttri. Rezerwując nocleg, nie zdawałam sobie sprawy, że ten obszar to prawdziwa mekka turystów. Hotel oferował przyzwoite posiłki, ale nasz pokój nosił wyraźne znamiona intensywnego użytkowania – jakby kolejne fale podróżnych były wystarczającym powodem, by niczego w nim nie zmieniać ani odnawiać.

Rambuttri, którą po krótkim rekonesansie nazwałam „gettem turystycznym,” wydawała mi się przesadnie dostosowana do oczekiwań zagranicznych gości. Jednak dopiero, gdy trafiliśmy na pobliską Khao San Road, zrozumiałam, że Rambuttri – choć tłoczna – ma w sobie więcej spokoju i uroku niż jej słynniejsza sąsiadka.

Khao San Road, prawdziwe centrum turystycznego Bangkoku, okazała się głośniejsza, bardziej intensywna i chaotyczna. To miejsce przypominało miniaturę stereotypowej Tajlandii, zaprojektowaną tak, aby zaspokoić każdą zachciankę odwiedzających, bez potrzeby opuszczania jej granic. Egzotyczne potrawy, możliwość spróbowania skorpiona czy pająka, studia tatuażu, masaże, spektakle erotyczne, – ta ulica zdawała się być przygotowana na każdą zachciankę turysty.

Jednym z najbardziej zapadających w pamięć obrazów były studia masażu. Każde z nich wypełnione było dziesiątkami mat rozłożonych obok siebie, a na każdej z nich pracowała masażystka obsługująca napływających klientów. Ten widok doskonale odzwierciedlał, jak ogromny popyt kształtuje równie imponującą podaż.

Wieczorami ulice te zmieniały się w tętniące życiem sceny, na których turyści pozwalali sobie na chwilowe oderwanie od norm i ograniczeń, jakie mogą ich obowiązywać w rodzimych krajach. W otoczeniu chaosu Bangkoku, pod wpływem egzotycznego klimatu i wszechobecnego luzu, oddawali się pełni doświadczeń, jakie oferuje to miasto. To miejsce dla tych, którzy chcą szybko zasmakować turystycznej odsłony Tajlandii.

Nie spodobało nam się to miejsce. I nie chodzi o to, że nie lubimy się bawić. Lubimy autentyczność, a tutaj wszystko wydawało się wykreowane i podporządkowane oczekiwaniom odwiedzających. Przyjechaliśmy do Tajlandii, aby poznać jej kulturę, ludzi i codzienne życie Tajów, a nie uczestniczyć w turystycznym spektaklu.

Jednocześnie musiałam przyznać, że ten obraz, choć powierzchowny, również jest częścią Tajlandii — kraju, który od dekad przyciąga turystów z całego świata, oferując im dokładnie to, czego szukają.

My jednak szukaliśmy czegoś innego.

Zamiast tego postanowiliśmy ruszyć w miasto i poszukać czegoś bardziej autentycznego. Śladów historii i miejsc z duszą.

I tak trafiliśmy do świątyń — a w Bangkoku jest ich naprawdę bardzo, bardzo dużo.

Tajski targ nocny z neonami i straganami w Bangkoku.
Ulica w Bangkoku z neonowymi znakami i tłumem turystów nocą.
Oświetlona ulica w Bangkoku z restauracjami na świeżym powietrzu.
Neonowe znaki i tętniąca życiem ulica w Bangkoku w nocy.
Jarmark nocny w Bangkoku z wystawami jedzenia i turystami.
Porcja smażonych owadów jako tajskie jedzenie uliczne na targu.