Blog

17. Hirosaki – Japońska stolica jabłek i jej zabytkowy zamek

Fragment podróży dookoła świata – zapiski z Japonii.

Pierwszy poranek na Honsiu przywitał nas zapachem jabłek i widokiem, który zdawał się być urzeczywistnieniem dziecięcych marzeń o Japonii. Hirosaki to nie tylko sadownicze serce prefektury Aomori, ale przede wszystkim dom dla jednego z nielicznych oryginalnych zamków, które przetrwały wieki. Zapraszamy na spacer przez czerwone mostki, gaje wiśniowe i ślady dawnych samurajów.

Zamek Hirosaki w prefekturze Aomori na wyspie Honsiu w Japonii
Zabytkowy zamek Hirosaki w prefekturze Aomori w Japonii

Poranek na wyspie Honsiu zaczęliśmy od wizyty w Hirosaki, znanym jako “nieoficjalna stolica jabłek”. Szybko przekonaliśmy się, że w tym kraju dworzec kolejowy jest najlepszą wizytówką regionu. W Furano powita cię lawenda, w Kushiro – żurawie, a w Kakunodate czeka na ciebie armia samurajów. A w Hirosaki – co za niespodzianka – artystyczne przedstawienia jabłek. To nie przypadek, bo Hirosaki leży w prefekturze Aomori, największym producencie jabłek w kraju.

Ale jabłka to tylko preludium do naszej głównej atrakcji dnia - zamku Hirosaki - jednego z najstarszych zamków w Japonii.

Mężczyzna przy dużym, sztucznym, czerwonym jabłku na dworcu w Hirosaki
Brązowy pomnik małej dziewczynki moczącej nogi w wodzie.
Rzeźby przedstawiające pięć jabłek w różnych stadiach jedzenia, ustawione na chodniku, w tle zaparkowany samochód
Rzeźby o owalnym kształcie z wyciętymi otworami, typu ul, ustawione na chodniku
ruchliwa ulica w japońskim mieście z przejeżdżającymi autobusami i otaczającymi budynkami
Zabytkowy budynek w japońskim mieście, otoczony zielenią, z klasyczną architekturą i latarnią uliczną na pierwszym planie

Park Hirosaki - Czy to tutaj zaczęła się moja fascynacja Japonią?

Park Hirosaki to prawdziwy raj dla miłośników kwitnących wiśni, czyli sakury. Z tysiącami! drzew wiśniowych w ponad 50 różnych odmianach, jest on miejscem licznych festiwali, które celebrują piękno japońskiej natury przez cały rok. To właśnie tutaj stoi słynny zamek Hirosaki. Gdy wchodziliśmy do parku przez wielkie wrota, było słonecznie, cicho i pusto, co pozwoliło nam w spokoju chłonąc klimat tego miejsca.

Przechadzaliśmy się wśród wiśniowych drzew, gdy nagle, moje oczy zauważyły mały, czerwony mostek. W tej chwili, stałam się znowu dzieckiem, zapatrzonym w obrazek z książki, na którym widniał taki oto wygiety mostek ze swoją intensywną czerwienią. Przez moment granica między wspomnieniem a teraźniejszością jakby zniknęła. To, co przez lata istniało jedynie jako obraz w dziecięcej wyobraźni, nagle znalazło się przede mną — prawdziwe, namacalne, a jednak dziwnie znajome.

Jest w tym coś niezwykłego: znaleźć się w miejscu, które kiedyś znało się tylko z obrazka i które już wtedy potrafiło wywołać w nas zachwyt. Jakby życie po latach dopisało ciąg dalszy do historii, której początek napisaliśmy jako dzieci.

Nie było w tym rozczarowania. Wręcz przeciwnie — rzeczywistość okazała się dopełnieniem. Jakby ten mały obrazek z książki przez wszystkie te lata był cichym ziarnem, które gdzieś we mnie pozostało, by pewnego dnia zakiełkować w pragnienie zobaczenia Japonii naprawdę. A kto wie, może to właśnie on, z jego prostą, ale hipnotyzującą urodą, zaszczepił we mnie wtedy fascynację Japonią, której nie rozumiałam a znaczenie zrozumiałam dopiero wiele lat później.

I oto jestem tutaj.

Po drugiej stronie obrazka.

Tradycyjna brama wejściowa do japońskiego zamku, otoczona zielenią i drzewami
Czerwony most w tradycyjnym japońskim stylu, otoczony bujną zielenią

Zamek Hirosaki - Świadek szogunatu i ery samurajów

A za czerwonym mostkiem czekał Zamek Hirosaki – pierwszy zamek, jaki zobaczyliśmy w Japonii. Dla nas miał szczególne znaczenie właśnie dlatego, że był pierwszy. Choć podczas naszej wizyty przechodził renowację, nie odebrało mu to uroku – nadal przypominał otwartą księgę opowiadającą o historii dawnej Japonii.

Wyobraź sobie, że przenosisz się w czasie do roku 1611, kiedy to potężny daimyō (władca feudalny) Tamenobu Tsugaru, wierny wasal szogunatu Tokugawy, postanowił wznieść tę majestatyczną twierdzę. Pięć kondygnacji wznoszących się ku niebu, stanowiących symbol potęgi i władzy rodu. Przez następne 16 lat jego główna wieża dumnie dominuje nad okolicą.

Aż pewnego dnia wszystko się zmienia.

W 1627 roku w zamek uderza piorun. Potężny żywioł niszczy główną wieżę (donżon), a wraz z nią znika najbardziej charakterystyczny element całej budowli, zostawiając za sobą tylko echa swojej niegdyś wspaniałej struktury.

Mijają niemal dwa stulecia. W 1811 roku, niczym feniks powstający z popiołów, zamek otrzymuje nowe życie. Tym razem w skromniejszej, trzykondygnacyjnej formie. Mniejszy niż jego poprzednik, ale nadal dumny.

Bo to prawdziwy skarb. Należy do zaledwie 12 oryginalnych zamków Japonii — tych, których główna trzypoziomowa konstrukcja przetrwała od czasów feudalnych, nie naruszona powojenną odbudową. I choć sam donżon pochodzi z 1811 roku, jego fosy i kamienne mury są znacznie starsze, pamiętające początki rządów rodu Tsugaru. To również jeden z nielicznych zamkowych kompleksów, w którym zachowały się zarówno drewniane, historyczne konstrukcje, jak i pierwotny układ obronny. Ród Tsugaru władał Zamkiem Hirosaki przez całą epokę Edo - przez około 260 lat.

W 1868 roku nadchodzi nowa era — okres Meiji — a wraz z nią zmiany, które na zawsze odmienią Japonię.

Tradycyjny japoński zamek otoczony rusztowaniami podczas prac renowacyjnych
Tradycyjny japoński zamek z wielopoziomowym dachem w Hirosaki

Świątynia Gokoku w Hirosaki

Robimy przerwę. Pogoda jest piękna, park nadal niemal pusty, więc nie mamy powodu się spieszyć. Zamiast ruszać dalej, siadamy na ławce i przez chwilę po prostu patrzymy.

Przed nami rozciąga się widok jak żywcem wyjęty z japońskiej pocztówki. Nad równiną góruje Iwaki, najwyższa góra prefektury Aomori, wznosząca się na wysokość 1625 m n.p.m. To właściwie wulkan, który mieszkańcy nazywają Tsugaru Fuji.

Przez kilka minut udaje nam się nawet zobaczyć jego szczyt. Potem wiatr przesuwa chmury i góra znika za białą zasłoną. Jemy śniadanie i ruszamy dalej.

Po drodze docieramy do Gokoku-jinja, shintōistycznego sanktuarium poświęconego pamięci poległych. Jego historia zaczyna się w 1869 roku, w samym środku jednej z największych przemian w dziejach Japonii.

Rok wcześniej upadł szogunat Tokugawa, a wraz z nim zaczął kończyć się świat feudalnych dóbr, daimyō i samurajów. Rozpoczęła się restauracja Meiji — proces przywracania cesarzowi realnej władzy i budowania nowego państwa. Nie nastąpiło to jednak bez walki. Przeciwko nowemu porządkowi wystąpili zwolennicy szogunatu, a kraj pogrążył się w wojnie boshin, która trwała od 1868 do 1869 roku. Źródła podają różne liczby ale w walkach zginęło około 8200 osób.

To właśnie w tym czasie powstaje historia tego miejsca. Tsugaru Tsuguakira, ostatni pan Zamku Hirosaki, urządził tutaj ceremonię ku czci 67 żołnierzy, którzy zginęli podczas wojny.

Gokoku-jinja należy do szczególnego rodzaju sanktuariów. W takich świątyniach czci się duchy osób, które zginęły w wojnach za swój kraj. Początkowo upamiętniano przede wszystkim poległych w wojnie boshin. Z czasem lista ofiar rosła wraz z kolejnymi konfliktami.

Dziś w Hirosaki czci się tutaj 29 171 duchów (kami) osób z Aomori, które zginęły w konfliktach od końca szogunatu i restauracji Meiji, przez wojny z Chinami i Rosją, aż po II wojnę światową.

Zanim przekroczymy próg świątyni, zatrzymujemy się przy temizuya - specjalnym miejscu z wodą przeznaczonym do rytualnego oczyszczenia. Drewnianym czerpakiem obmywamy dłonie, by oczyścić je przed wejściem w przestrzeń uważaną za świętą. To powszechny rytuał, który wykonuje się przy wielu japońskich sanktuariach shintō. Tymczasem, strażnik tej świątyni – smok, symbol mądrości, długowieczności i związku z wodą, przypatrywał się nam czujnym okiem. Wyglądał tak, jakby za chwilę miał ożyć.

Sam park zajmuje teren dawnego kompleksu zamkowego ale na północ od niego zachowała się dawna dzielnica samurajska Nakamachi, w której mieszkali niegdyś wasale rodu Tsugaru.

Tradycyjna japońska fontanna do oczyszczania rąk z rzeźbą smoka i drewnianymi chochlami
Tradycyjna japońska świątynia otoczona drzewami, z rzędem żółtych lampionów po obu stronach
Tradycyjny japoński papierowy lampion z czarnym wzorem zawieszony przy świątyni
Fragment tradycyjnego japońskiego zamku otoczonego drzewami

Park jest rozległy — zajmuje około 50 hektarów — dlatego tym bardziej doceniamy, że możemy zwiedzać go bez pośpiechu. Spacerujemy wśród ogrodów, mijając oczywiście to, z czego Hirosaki słynie najbardziej — tysiące drzew wiśniowych, które podczas kwitnienia zamieniają park w jeden z najbardziej spektakularnych krajobrazów sakury w Japonii.

Podczas naszego pobytu kwitnąca sakura była już tylko wspomnieniem ale za to na stawie czekał na nas inny spektakl. Zamiast różu wiśni dostaliśmy intensywny róż kwiatów lotosu, które rozkwitły tak bujnie, że niemal całkowicie przykryły taflę wody. Jak widać, natura przygotowała nam własną wersję sezonowego widowiska.

Panoramiczny widok na zalesiony park ze stawem z górami w tle
rozkwitniete lilie wodne w stawie