7. Otaru – Morskie dziedzictwo i echa złotej epoki handlu
Fragment podróży dookoła świata – zapiski z Japonii.

Portowy spokój na krańcu świata
Zaledwie 30 minut pociągiem od Sapporo leży Otaru – mała, portowa miejscowość, która wita przybysza niezwykłym spokojem. Gdy wysiadaliśmy z wagonu, miasto dopiero budziło się do życia. Jedynie nieliczni mieszkańcy śpieszący do pracy i dzieci zmierzające do szkół przecinały puste jeszcze ulice. Ruszyliśmy przed siebie, chłonąc widok zalesionych wzgórz, które otulają Otaru z każdej strony, nadając mu niezwykle kameralny, niemal intymny charakter.
Idąc tak przed siebie, doszliśmy do portu, gdzie naszą uwagę przyciągnęła tablica ostrzegająca przed tsunami. Usiedliśmy na brzegu, wpatrując się w spokojną taflę wody. Gdzieś tam, daleko za horyzontem, rozciągała się Rosja – dla nas, Europejczyków, jej najdalszy i często niedostępny skrawek świata.
W tym momencie na tym cichym krańcu Hokkaido, w pełni uświadomiłam sobie, jak daleko jesteśmy od domu i od zgiełku „wielkiego świata”, który znaliśmy do tej pory.








Dziedzictwo rybołówstwa i smaki nadmorskiego miasta
Otaru, choć niewielkie, kryje w sobie bogatą historię, która odcisnęła trwały ślad na całym mieście. Miasto znane było z przetwórstwa ryb i produkcji konserw rybnych, a jego długą tradycję rybołówstwa szczególnie wspierał połów śledzia. Od końca XIX wieku do początków XX wieku śledzie przyczyniły się do gospodarczego rozkwitu miasta, które stało się ważnym ośrodkiem handlowym. Intensywne połowy trwały jednak zbyt długo. Zasoby śledzia stopniowo się wyczerpywały, aż w końcu – około lat 50. XX wieku – połowy niemal całkowicie ustały. Ryby, które przez dziesięciolecia napędzały rozwój miasta, po prostu zniknęły.
Malownicze kanały, które niegdyś tętniły życiem, pełne statków handlowych, dziś oferują rejsy rekreacyjne. Wzdłuż tych kanałów stoją stare hale targowe – świadectwo “złotych czasów” Otaru. Spacerując tamtędy, łatwo można wyobrazić sobie tętniące dawniej życiem portowe miasto, a jednocześnie poczuć ciężar historii, która przypomina, że każdy gospodarczy boom ma swoją cenę.
Choć czasy masowej produkcji konserw rybnych bezpowrotnie minęły, portowy charakter Otaru przetrwał w zupełnie nowej, kulinarnej formie. Dzisiaj miasto cieszy się w Japonii renomą jako jedna ze stolic najlepszego, najświeższego sushi w kraju. Bliskość zimnych wód sprawia, że tutejsze owoce morza nie mają sobie równych. Sercem tej kulinarnej tradycji jest słynna ulica Sushiya-dori (Ulica Sushi), gdzie na krótkim odcinku działa wiele sushi-barów. Można tam spróbować lokalnych specjałów, takie jak jeżowce uni lub krewetki shako, które trafiają na stół prosto z porannych połowów.
Co ciekawe, miasto ma do zaoferowania coś więcej niż tylko smaki morza – ucieszą się z tego szczególnie miłośnicy piwa. Wystarczy wejść do wnętrza jednego z kamiennych magazynów stojących tuż nad kanałem, by odkryć lokalny browar – Otaru Beer.
W murach dawnego składu rybnego warzy się dziś rzemieślnicze piwo. Jednym z flagowych trunków jest Otaru Weizen – pszeniczne piwo warzone według niemieckiej tradycji Reinheitsgebot, dopuszczającej wyłącznie wodę, słód, chmiel i drożdże. Wypiliśmy po kuflu zimnego trunku, który jest dumą lokalnych rzemieślników i idealnym uzupełnieniem kulinarnych doświadczeń w Otaru.





Sakaimachihondori w Otaru - Od portowej potęgi do kulturowego skarbu
W głębi Otaru, ukryta między nowoczesnymi zabudowaniami, leży ulica Sakaimachihondori. Kiedyś była pulsującym sercem handlowym miasta, pełna magazynów i biur firm handlowych. W czasach świetności Otaru nazywano ją czasami „Wall Street of Hokkaido“.
Dzisiaj Sakaimachihondori jest unikalną mieszanką japońskiej kultury. W tradycyjnych japońskich domkach mieszczą się bary, restauracje i sklepy z rękodziełem. Wśród nich można znaleźć prawdziwe skarby: ręcznie robione wyroby ze szkła, drewna, ceramikę i wiele innych. Co ciekawe, sztuce szkła poświęcono tu także całe muzeum, a miłośników europejskiej kultury czeka niespodzianka w postaci muzeum sztuki weneckiej.
W jednym ze sklepów można było spersonalizować pałeczki, a że bardzo się nam spodobały, wygrawerowaliśmy na nich nasze imiona. W Japonii pałeczki (hashi) to znacznie więcej niż tylko sztućce – są symbolem szczęścia i bardzo częstym prezentem pamiątkowym, który ma przynosić pomyślność obdarowanej osobie. Te z naszymi imionami stały się jedną z najpiękniejszych pamiątek z podróży.
Najbardziej urokliwym punktem ulicy jest zegar parowy. Trafiliśmy akurat w chwili, gdy zaczął buchać parą. Usiedliśmy na ławce i wsłuchiwaliśmy się w melodię, którą zaczął wygrywać. O tym, jak rzadkie to zjawisko, przeczytałam dopiero później.
Niemal wszystkie działające zegary parowe to dzieło jednego kanadyjskiego horologa, Raymonda Saundersa, a ich „rodzina” obejmuje zaledwie kilka miast w Kanadzie, USA i Japonii. Najsłynniejszy i najstarszy brat bliźniak otarskiego zegara stoi w dzielnicy Gastown w Vancouver — i nie jest to przypadek: zegar w Otaru to symboliczny prezent od miasta Vancouver. Co więcej, ten z Otaru jest przy tym największym zegarem parowym na świecie — waży półtorej tony i mierzy ponad pięć metrów wysokości. Co kwadrans para ze świstem wydostaje się z dyszy, a pięć dźwięcznych nut melodii rozlega się echem po ulicy, tworząc niepowtarzalną atmosferę.
Ruszając w stronę Otaru, nie wiedziałam, że to miejsce kryje w sobie aż tyle historii i tak unikalne zakątki. Choć w mieście kręciło się trochę ludzi, byliśmy tam jedynymi przybyszami spoza Azji. Może to znak, że to wciąż mniej oblegana i nieodkryta destynacja? Tak czy inaczej, Otaru zachowało swoją prawdziwą tożsamość i duszę. Cieszę, że spontanicznie zdecydowaliśmy się tu przyjechać.
Ale teraz, z tyloma wspomnieniami, czas wrócić do Sapporo.






