35. Shinbashi po godzinach – W świecie salarymenów i izakai
Fragment podróży dookoła świata – zapiski z Japonii.
Podczas wieczornego spaceru po lśniącej neonami Ginzie, pragnienie odkrycia czegoś innego, mniej wypolerowanego, skierowało nas w stronę Shinbashi. Ta tętniąca życiem dzielnica, będąca wieczorną przystanią dla pracowników biurowych – japońskich salarymenów – odsłoniła przed nami inną, bardziej codzienną twarz Tokio.

Zanim jednak Shinbashi stało się mekką zmęczonych po pracy salarymenów, odegrało zupełnie inną, przełomową rolę w historii Japonii. To właśnie tutaj w 1872 roku wyruszył pierwszy pociąg pasażerskiej linii kolejowych łączącą Tokio z Yokohamą, który zapoczątkował przemianę miasta. Oryginalnej stacji już nie ma w tym miejscu — stała około kilkuset metrów dalej, na terenie dzisiejszego Shiodome, gdzie w 2003 roku odbudowano ją jako bezpłatne muzeum kolejnictwa.
Przy dzisiejszym zachodnim wyjściu Hibiya ze stacji Shinbashi stoi natomiast lokomotywa parowa C11-292, ustawiona tam w 1972 roku dla upamiętnienia stulecia japońskiej kolei. Od niej plac otrzymał nazwę SL Square.
Wieczorem jednak historia ustępuje miejsca codzienności. Bo choć stąd ruszył pierwszy pociąg to dzielnica kojarzy się dziś przede wszystkim z biurami, restauracjami i barami. Shinbashi jest wielofunkcyjne. Nie ma tu szklanych drapaczy chmur, znanych z pobliskich, potężnych centrów biznesowych takich jak Shiodome czy Marunouchi, ani futurystycznej zabudowy jak w sąsiadującej, luksusowej Ginzy.
Tutaj dominuja starsze, niższe budynki biurowe, w których na parterach i w podziemiach mieszczą się puby oraz restauracje. Także wielkie salony pachinko są tu na porządku dziennym. To najszybszy przystanek na chwilę wytchnienia po wielu godzinach pracy dla rzesz salarymenów zatrudnionych w całej okolicy.
Trafienie tu wieczorem było strzałem w dziesiątkę; w tym momencie ulice wypełniali mężczyźni w białych koszulach i czarnych spodniach. To japońscy pracownicy korporacji, których nazwa pochodzi od angielskiego słowa salary, czyli stałej pensji, choć z czasem zaczęła oznaczać cały styl życia podporządkowany firmie. Dla nich Shinbashi miało stać się odpoczynkiem po pracy. A może było to przedłużenie biurowego dnia, tyle że przy stole w izakai?


Izakaya i rytuał końca dnia – Wieczór w Shinbashi
Nas samych Shinbashi przywitało nie tylko gwarem rozmów ale i zapachem jedzenia. Po całym dniu na nogach byliśmy również zmęczeni, chcieliśmy usiaść i coś zjeść. W jednej z izakai wypatrzeliśmy dwa wolne miejsca i szybko zanurzyliśmy się w jej atmosferze. Izakaya to niewielka knajpka, w której do drinków podaje się proste dania. Tam mieliśmy okazję doświadczyć prawdziwego japońskiego zakończenia dnia w wielkim mieście i na chwilę stać się częścią tej wieczornej atmosfery.
A przy sąsiednich stołach rozgrywały się zupełnie różne wieczory. Niektórzy jedli samotnie i w ciszy, jakby po całym dniu nie chcieli już z nikim rozmawiać. Inni przychodzili grupami, głównie wspominani już salarymeni - wznosili toasty i z każdą chwilą śmiali się coraz głośniej.
Jednak obserwując te z pozoru radosne spotkania, nie mogłam oprzeć się myśli o ciężarze korporacyjnego życia w Japonii. Oficjalnie jest to czas odpoczynku i budowania relacji poza biurem, ale w tradycyjnej kulturze korporacyjnej odmowa zaproszenia od przełożonego nie zawsze bywa prosta. Wydawało się, że dla wielu te wieczorne wyjścia mogły być bardziej obowiązkiem niż wyborem, przedłużeniem dnia pracy. Bo kto z nas po całym dniu pracy, chce spedzac czas z szefem zamiast wykorzystać go dla siebie lub dla tych, którzy sa dla nas naprawdę ważni?
Zachód zna pojęcie ‘burnout’, ale jak skomplikowane musi być życie w kraju, w którym istnieje osobne słowo na śmierć z przepracowania — ‘karoshi’?
Zastanawiałam się, czy w tych chwilach, w tych miejscach, pracownicy mogą doświadczyć prawdziwego relaksu, czy też granice między życiem zawodowym a prywatnym zacierają się, pozostawiając niewiele miejsca na osobistą przestrzeń i czas.
Opuszczaliśmy Shinbashi bez jednoznacznej odpowiedzi. Być może izakaya była dla jednych przedłużeniem dnia pracy, a dla innych miejscem, w którym mogli wreszcie trochę sie zrelaksować. Dla nas stała sie oknem na Tokio dalekie od pocztówkowych świątyń i eleganckich witryn sklepowych - głośne, zmęczone, ale bardzo ludzkie.




