Płonące złoto i czarna elegancja. Czy warto wpaść do Wat Phan On?
Fragment podróży dookoła świata – zapiski z Tajlandii.
Następnego dnia kontynuowaliśmy świątynny maraton. Wizyta w Wat Chiang Man rozbudziła naszą ciekawość na tyle, że zamiast odpocząć, poszliśmy szukać kolejnych miejsc. Tak trafiliśmy do Wat Phan On – niewielkiej świątyni w historycznym centrum Chiang Mai, która nie pojawia się w czołówce przewodników, a jednak ma w sobie „to coś”.
Gdy złoto zaczyna „płonąć” w słońcu
Wat Phan On została zbudowana w 1501 roku i do dziś stanowi piękny przykład architektury Lanna, charakterystycznej dla północnej Tajlandii. Kiedy jednak wejdzie się na dziedziniec, pierwsze, co rzuca się w oczy, to znacznie nowsza konstrukcja – wzniesione w 2007 roku złociste chedi. Na jego czterech bokach znajdują się czerwone nisze, w których umieszczono wizerunki Buddy.
Był słoneczny dzień, a złote chedi lśniło tak intensywnie, że wręcz oślepiało. Chwilami wyglądało tak, jakby złoto dosłownie „płonęło”. W takich warunkach zrobienie zdjęcia było prawdziwym wyzwaniem.


Odetchnąć od czerwieni - Czarno-złoty azyl
Główna hala modlitewna, czyli wihan, to dwupiętrowa budowla z trzypoziomowym dachem, ozdobionym końcówkami w kształcie tradycyjnych mitycznych ptaków. Ściany wokół łukowatych okien zdobią misternie wykonane złote ornamenty, przedstawiające postacie mitologicznych stworzeń. Dekoracje są tak szczegółowe, że trudno oderwać od nich wzrok.
Po złoto‑czerwonym przepychu Wat Chiang Man wejście do Wat Phan On było miłym zaskoczeniem. Świątynia jest niewielka i stosunkowo niska, ale jej wnętrze od razu robi inne wrażenie. Zamiast dominującej czerwieni mamy tu złoto przełamane czernią, co nadaje całości nieoczekiwanej elegancji. I choć dywan w świątyni jest czerwony, wzrok od razu wędruje w górę – na sufit i rząd masywnych złoto‑czarnych kolumn, ustawionych jak alejka prowadząca prosto do ołtarza.
W centrum, na podwyższeniu, siedzi imponujący Budda – jego dłonie spoczywają spokojnie na podołku w geście medytacji. Obok niego i poniżej pojawiają się kolejne wizerunki, tworząc wielopoziomowy, gęsty ołtarz, u którego stóp wierni zostawiają stosy kwiatów i ofiar. Ten spokój mąca jedynie rzędy białych wiatraków na kolumnach, które miarowo rozganiają duszne powietrze.
Ściany zdobią wielobarwne malowidła, przedstawiające sceny z życia Buddy i motywy mitologiczne; wśród nich jest także scena jego pierwszego kazania w parku jeleni w Sarnath w Indiach. Wzdłuż bocznych ścian stoją rzędy kolorowych wachlarzy, a po bokach widać miejsca zarezerwowane wyłącznie dla mnichów.




Choć to przestrzeń modlitwy i skupienia, otoczenie nie przytłacza sztywną atmosferą. Po wyjściu na zewnątrz zacieniony plac wokół wihanu zapraszał żeby na chwilę usiąść i schować się przed słońcem. Tak też zrobiliśmy.
Spotkanie z rikszarzem
Choć zmęczenie dawało nam się powoli we znaki, nie chcieliśmy tak po prostu odpuścić reszty dnia. Postanowiliśmy dać sobie chwilę na podładowanie baterii. Stefan poszedł do pobliskiego sklepiku po coś do picia, a ja postanowiłam jeszcze chwilę pochodzić po terenie. W pewnym momencie podszedł do mnie starszy mężczyzna, właściciel rikszy rowerowej. Był niski, szczupły i żylasty – w Europie prawdopodobnie dawno byłby już na emeryturze.
Rozmawialiśmy chwilę, a on zaproponował, że podwiezie mnie do kolejnej świątyni. Wszystko wyglądało świetnie, dopóki na horyzoncie nie pojawił się Stefan. Wystarczyło spojrzeć na kierowcę żeby zobaczyć, jak na jego widok wyraźnie rzednie mu mina. Przewożenie jednej lekkiej osoby to jedno, ale dwóch? To już zupełnie inna historia. Zauważyliśmy jego wahanie i zaproponowaliśmy, że poszukamy innego rozwiązania, zwłaszcza że miejsca w rikszy naprawdę było niewiele. Mimo wszystko postanowił nas zabrać – najwyraźniej uznał, że w niskim sezonie lepiej mieć dwóch pasażerów niż żadnego.
Ruszając rikszą, czuliśmy ciepły wiatr na twarzach i mijaliśmy uliczki pełne barwnych straganów. Pozwoliliśmy naszemu kierowcy samemu zdecydować, dokąd nas zabierze, ufając, że jako miejscowy najlepiej wie, co warto zobaczyć – i nie pomyliliśmy się.
Informacje praktyczne o Wat Phan On w Chiang Mai