Blog

Podróż nocnym autobusem przez Wietnam – Z Haiphong do Hue

Fragment podróży dookoła świata – zapiski z Wietnamu.

Podróżowanie po Wietnamie na długich dystansach to przygoda sama w sobie, a nasza trasa z wyspy Cat Ba do miasta Hoi An miała stać się prawdziwym testem logistycznej wytrzymałości. Plan był ambitny: pokonać setki kilometrów w czterech przesiadkach. Jedna z nich, ta dłuższa, wypadała w dawnej stolicy – Hue. Mieliśmy potraktować jako okazję do krótkiego zwiedzania, rozprostowania nóg i złapania oddechu. Taki był plan.

24 godziny w trasie, czyli autobus sypialny i kulinarny ratunek w Hue

Wyspę Cát Bà opuszczaliśmy w południe, najpierw łodzią, a potem lokalnym busem do miasta Haiphong. Tam, zgodnie z planem, mieliśmy jeszcze trochę czasu na kolejną przesiadkę. Rzeczywistość jednak szybko ten plan zweryfikowała — dotarliśmy niemal na styk, a autobus już na nas czekał. Tym razem postawiliśmy na legendarne wietnamskie rozwiązanie: nocny autobus sypialny.

O 18:30 ruszyliśmy w drogę, która — razem z porannym śniadaniem — miała potrwać ok. 17 godzin.

Droga wiejska w Wietnamie z motocyklistami i pieszym, otoczona polami i niską zabudową w tle.

Czym właściwie jest wietnamski autobus sypialny? Otóż, zamiast standardowych siedzeń, pasażerowie mają do dyspozycji pietrowe łóżka. Osobiście uważam to za genialne rozwiązanie na długie dystanse, przypominające nieco wagon sypialny w pociągu. Z tą różnicą, że zamiast dzielić przedział z kilkoma osobami, znajdujemy się w “wielopokojowym” autobusie z trzema rzędami łóżek. Każde łóżko ma zaledwie 50 cm szerokości i 1,70 m długości. Dla mnie podróż była wygodna i fascynująca, oferując zupełnie nowe doświadczenie podróżnicze. Stefan, nieco wyższy, miał jednak inne zdanie na ten temat.

Podróżnik w okularach i kapeluszu relaksujący się w komfortowym, rozkładanym siedzeniu autobusu sypialnego w Wietnamie.

Zanim jednak w ogóle postawisz stopę na pokładzie, przechodzisz szybki test kulturowy: buty obowiązkowo lądują w foliowej torbie wręczanej przez kierowcę, a po wnętrzu poruszasz się wyłącznie w skarpetkach lub boso. Przydzielono nam miejsca na górze, ponieważ dolne łóżka zazwyczaj zajmują miejscowi. Wkrótce miałam się przekonać skąd wynika ta lokalna mądrość. Przy akompaniamencie klaksonu ruszyliśmy na południe Wietnamu, w stronę dawnej stolicy, Huế. Autobus pędził na złamanie karku, trzęsąc się na lewo i prawo. Będąc na górze, każde wejście w zakręt i każdą dziurę na drodze odczuwaliśmy znacznie mocniej niż pasażerowie na dole. Wstrząsy były na tyle silne, że w środku nocy zdecydowałam się zapiąć pasy żeby w śnie nie wypaść z łóżka.

O szóstej rano zarządzono krótką przerwę. Na przydrożnym postoju dostaliśmy porcję wrzącej zupy z makaronem i kontynuowaliśmy podróż. Zapowiedziane pierwotnie na ósmą rano przybycie do Hue z powodu drogowych nieprzewidzianych przygód przeciągnęło się do południa.

Niestety, to czterogodzinne opóźnienie pokrzyżowało nasze plany zobaczenia czegokolwiek w mieście. A zanim mogliśmy w ogóle pomyśleć o zwiedzaniu, musieliśmy coś zjeść. Prowiant, który zabraliśmy jeszcze z Cát Bà, szybko się skończył, a pierwszy, opóźniony autobus nie dał nam żadnej szansy na zrobienie zapasów. Sama zupa, którą zjedliśmy po drodze, okazała się zdecydowanie niewystarczająca na dalszą podróż. Na szczęście kulinarnie Huế nas nie rozczarowało. Usiedliśmy w zacienionym ogrodzie jednego z lokalnych barów i smakowaliśmy tutejsze specjały: nem lụi, czyli genialne, grillowane roladki wieprzowe na patyczkach z trawy cytrynowej, z których słynie to miasto.

Hue, położone nad malowniczą rzeką Perfumową, słynie z imponującego Zespołu Pomników, wpisanego na listę UNESCO. W sercu tego zespołu znajduje się Cytadela Hue i Zakazane Purpurowe Miasto, dawna rezydencja cesarska. To miejsce aż prosi się o głębsze poznanie, jednak my świadomie nie planowaliśmy tym razem dłuższego pobytu. Woleliśmy dać sobie czas i zostawić większy zapas dni na południe Wietnamu — nie wiedzieliśmy przecież, co dokładnie nas tam czeka i ile czasu będziemy potrzebować na miejscu. Może zwiedzimy to miasto przy okazji kolejnej podróży? Nie było sensu „oblecieć” kraju po łebkach, godząc się na szybkie i męczące półśrodki. Tym razem nasz wybór padł na inne miasto, które również znajduje się na liście UNESCO, ale z zupełnie innego powodu.

Przed nami była więc ostatnia prosta tej szalonej wyprawy – kolejny autobus, który miał nas w końcu dowieźć do upragnionego celu. Tym razem obyło się już bez kolejnych przesiadek, ale gdy wreszcie dotarliśmy na miejsce, licznik całej podróży z Cát Bà pokazał równe 24 godziny w trasie. Czas na Hoi An.

Droga w Wietnamie z motocyklistami jadącymi wzdłuż pustych terenów wiejskich.
Mężczyzna na skuterze przejeżdżający obok ozdobnej bramy w Wietnamie.
Opuszczony budynek otoczony drzewami i kamiennym chodnikiem, Wietnam.
Rzeka otoczona bujną roślinnością z odbiciem drzew w spokojnej wodzie, Wietnam.

Porady praktyczne:

Zawsze warto zapytać kilka różnych osób lub agencji o szczegóły podróży (szczególnie godzinę przyjazdu), bo prawda często kryje się pośrodku sprzecznych informacji. W turystycznych miejscach, takich jak Cat Ba czy Ha Long City, turyści nierzadko płacą wyższe ceny, więc dobrze jest negocjować i nie bać się odmówić – zawsze można znaleźć inną opcję.