Blog

Niezapomniana podróż do raju w północnej Tajlandii: 762 zakręty do Pai

Fragment podróży dookoła świata – zapiski z Tajlandii.

Zielony krajobraz górski w Tajlandii, z drzewami na pierwszym planie i błękitnym niebem z białymi chmurami w tle.

Pai, malownicza miejscowość położona w północnej Tajlandii, jest prawdziwym klejnotem dla poszukiwaczy spokoju i natury. Ukryta wśród majestatycznych gór prowincji Mae Hong Son, Pai przyciąga swoim leniwym urokiem, bujną zielonością i hipnotyzującymi krajobrazami, które sprawiają, że czas zdaje się tu płynąć wolniej.

Podróż z Chiang Mai do Pai miała zająć 3,5 godziny. Po śniadaniu z entuzjazmem zajęliśmy miejsca w busie, ciesząc się na nowe przeżycia. Sam przejazd okazał się nie lada atrakcją – trasa pełna 762 zakrętów dla niektórych stanowiła prawdziwe wyzwanie. Był to idealny plan na testowanie swojego żołądka i odporności na chorobę lokomocyjną.

Na półmetku zatrzymaliśmy się na krótki odpoczynek, parkując na poboczu obok małego sklepiku, w którym można było zaopatrzyć się w przekąski. Szczerze mówiąc, przy takiej karkołomnej jeździe kto by pomyślał o jedzeniu? Druga połowa podróży była jeszcze bardziej „ekscytująca”, co odbiło się na samopoczuciu Stefana. Całe szczęście jego niedyspozycja ograniczyła się do przyjęcia pozycji embrionalnej, bez dodatkowych „efektów specjalnych”. Trzy godziny hamowania, przyspieszania i balansowania na krętych zakrętach to wystarczająco dużo czasu, by nawet najbardziej odporni mieli dość.

Jednak cała podróż wynagrodziła nam te trudy niesamowitymi, zapierającymi dech w piersiach widokami na górskie krajobrazy.

Zielony górzysty krajobraz w Pai, Tajlandia, z gęstą roślinnością i błękitnym niebem w tle.
Niedokończony budynek na tle zielonych gór w Pai, Tajlandia, pod błękitnym niebem z chmurami.
Scena z Pai, Tajlandia: wiejska farma z widokiem na kolorowe parasole i domy, otoczone zielenią.

Po przybyciu do Pai znaleźliśmy spokojną oazę, oddaloną zaledwie o dziesięć minut marszu od miasteczka. Wynajęliśmy skromny, lecz przytulnie urządzony bungalow, który od razu przypadł nam do gustu. Decydująca okazała się jego lokalizacja – domek był usytuowany tak korzystnie, że z tarasu rozciągał się widok na zieloną dżunglę, sięgającą aż po horyzont.

W tym ustronnym zakątku postanowiliśmy zatrzymać się na dłużej. Otoczeni dziką przyrodą, uznaliśmy, że nic, absolutnie nic, nie jest w stanie zakłócić naszej spokojnej egzystencji. Cóż, przynajmniej dopóki leżenie w hamaku nam się nie znudzi i ktoś nie wpadnie na pomysł kolejnej „ekscytującej” przygody.

Kobieta leżąca w hamaku przed bungalow